#spRh0

Przez 20 lat swojego życia zamartwiałam się, że jestem, jak na dziewczynę, bardzo wysoka i na wszystkich chłopaków będę patrzeć z góry.

W ciągu kilku chwil, odkąd go poznałam, zakochałam się na zabój w chłopaku na wózku inwalidzkim.

I od tego czasu nic nie ma znaczenia.
arizona24 Odpowiedz

Pozytywne wyznanie;)

Tinka5 Odpowiedz

Coś pięknego po prostu 😍 dużo szczęścia!

Zobacz więcej komentarzy (12)

#IEw0G

Dość niedawno było tu wyznanie kobiety, którą potępiono za odejście od męża alkoholika. Moja opowieść będzie o tym, że nie każda kobieta jest taka silna i rozsądna jak ona.

Parę tygodni temu wybrałam się z przyjaciółką na zakupy. Monika (moja przyjaciółka) najpierw musiała załatwić pewną sprawę w PFRON-ie, a ja postanowiłam tam na nią poczekać.
W naszym mieście w tym samym budynku co PFRON jest też opieka społeczna. Siedziałam sobie czekając i przeglądałam gazetę. Obok mnie usiadła jedna pani.
Płakała, miała wielkiego sińca na policzku. Dałam jej chusteczkę i zapytałam, czy coś się stało. Wtedy opowiedziała mi swoją historię.

Pani ma męża alkoholika, który znęca się nad rodziną. Mają czworo dzieci, najstarsze w szóstej klasie, najmłodsze w pierwszej. Niedawno dzieci zostały odebrane rodzicom i zamieszkały u siostry tej pani. Moja rozmówczyni przyznała, że najbardziej boli ją fakt, że dzieci nie chcą wracać do domu, dopóki ojciec z nimi mieszka. Powiedziała mi, że od najstarszych dzieci usłyszała, że wolą być u cioci i wujka, bo tam nie ma wrzasków, awantur i nikt ich nie bije i nie szarpie. Delikatnie zapytałam czemu w takim razie nie odejdzie od męża. Wtedy bardzo się oburzyła, że przecież tak nie można, bo radziła się księdza proboszcza, który powiedział, że rozwód to bardzo ciężki grzech, powinna pomóc ''odnaleźć mężowi właściwą drogę zamiast go porzucać'', tym bardziej że znowu jest w ciąży, bo inaczej będzie się w piekle smażyć. Potem zaczęła bronić męża, że trochę nerwowy po alkoholu, ale co to za facet jak chociaż raz dziennie się nie napije. Przyznała jednak, że pobił ją jak się dowiedział, że razem z dziećmi stracili 500+. Do opieki przyszła zapytać kiedy odzyskają dzieci i pieniądze.

Miałam wielką ochotę poradzić tej pani olać ''dobre rady'' szanownego księdza proboszcza i wykopać pijaka z domu, ale trochę było mi głupio. Na szczęście w tej chwili pani została poproszona na rozmowę, więc się pożegnałyśmy.
Potem opowiedziałam przyjaciółce o tej pani. Okazało się, że Monia wie o co chodzi. Ta rodzina od dawna ma problemy i raz czy dwa pod groźbą utraty dzieci (i zasiłków) ich ojciec był na leczeniu, lecz od razu po odwyku wracał do picia, więc opieka umieściła dzieci u cioci i wujka, którzy nie mają dzieci. Chcieli też pomóc ich matce z rozwodem i usamodzielnieniem się, jednak ta nie chce słyszeć o rozwodzie ''bo to grzech ciężki''. Dzieciom wiedzie się świetnie, są zadbane i już nie muszą bać się, że za byle co (np. wzięcie złej łyżeczki) dostaną lanie.

Po tym wszystkim mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo żal tej kobiety, a z drugiej nie mogę pojąć jak w XXI wieku można być tak zmanipulowanym i zaślepionym. Najbardziej jednak szkoda mi tego dziecka, które dopiero co się urodzi. Jeśli zostanie z rodzicami, będzie miało bardzo ciężkie życie.
SansaStark Odpowiedz

Moja babcia cale zycie robila to samo, dziadek sobie kochanki sprowadzal i jak mial dobry humor to pozwolil im patrzec, a jak nie to w srodku zimy bez butow, w pizamach na snieg. Pil i bil ja i dzieci, robil rzeczy straszne, ale ona jest zadowolona i dumna, ze dzieciom nie rozbila rodziny. W efekcie dzieci(w tym moj ojciec) teraz maja ja w nosie, i w 100% ich popieram

Odpowiedzi (1)
Rudowlosa Odpowiedz

Gratulacje dla kobiety za to, że ma w dupie swoje dzieci i woli sobie marnować życie u boku pijaka... Tak to niestety wygląda.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#Iy3rx

Pamiętam, jak w klasie maturalnej w liceum, jeden z moich najlepszych kumpli oświadczył, że jeśli nie dostanie się na wydział lekarski (potocznie zwany medycyną), to pójdzie na księdza.
Po maturze jakoś kontakt nam się urwał.

Ja poszedłem na moje wymarzone studia, a następnie zrobiłem specjalizację lekarską. Znalazłem także kobietę mojego życia. Była to moja pierwsza prawdziwa miłość. Oświadczyłem się. Pół roku temu wzięliśmy ślub.
Zgadnijcie kto nam go udzielił :D
charliecharlie Odpowiedz

ksiądz?

Odpowiedzi (6)
czesciczolem Odpowiedz

Jeżeli mowa o ślubie kościelnym to małżonkowie udzielają go sobie sami, a ksiadz jest tylko swiadkiem :)

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#xIrom

Mam bardzo długie włosy.
Niedawno nauczyłam się, by je związywać przed skorzystaniem z toalety, gdyż ostatnio niechcący je osikałam.
KIuska Odpowiedz

A moja mama się ze mnie śmieje jak związuje włosy przed pójściem do toalety. Jednak mój strach jest uzasadniony.

PMSagresor Odpowiedz

Ciesz sie, że to była 1, a nie 2. Wiem co mowię 😂

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#daUe1

Ostatnio moja mama zaczęła interesować się niekonwencjonalnym leczeniem. Nie wnikam w szczegóły, bo nie chodzi o to.

Pewnego dnia do mamy zadzwoniła jakaś pani i złożyła ofertę jakiegoś ubezpieczenia. Na to moja zafascynowana tematem mamusia zaczęła nawijać o leczeniu wyżej wspomnianym. Rozmawiała bite 30 min, a pani musiała słuchać.

PS Jak ktoś nie wie jak spławiać natrętne telefony, to moja mama jest w tym najlepsza. :-):-):-)
GoMiNam Odpowiedz

Jak do mnie dzwonią z ofertą jakiś pokazów gotowania i wspominają jakiegoś kucharza (niby popularnego), to ja się pytam "kto to?". Raz usłyszałam w odpowiedzi: "To Pani nie zna? On taki popularny!" i masa zalet. I dalej nawijają po drugiej stronie linii, że zdrowe żywienie, życie fit, odchudzanie itd. To ja mówię, że ja mam niedowagę, że muszę przytyć jakieś 50kg. I zaczynam narzekać, że nie mogę przytyć. Momentalnie się rozłączają.

Odpowiedzi (7)
ShatteredCookie Odpowiedz

Mi kiedyś zaproponowano pracę w biurze obsługi klienta mojej sieci komórkowej, bo się zabawiłam w dyskutantkę XD

Zobacz więcej komentarzy (12)

#lFLnU

Krótka historia o mojej pierwszej "próbie" samobójczej.

Gdy miałam 8 lat, dostałam psa. Któregoś popołudnia zostałam sama w domu. Niestety zapomniałam wyjść z psem, więc załatwił się w pokoju. Wiedziałam, że jak mama wróci do domu, to się wścieknie.
Byłam zrozpaczona. Pomyślałam sobie, że najlepszym wyjściem będzie..... samobójstwo. Zrobiłam bałagan w pokoju (do dziś nie wiem czemu) i napisałam mamie list pożegnalny. W tym liście napisałam mniej więcej "Mamo, jestem córką diabła. Przepraszam". Pamiętam, że wzięłam nóż, przyłożyłam do ręki i... się rozmyśliłam. Podarłam list i niedługo potem wróciła mama.
Powiedziałam jej zapłakana, że zdenerwowałam się na psa i dlatego zrobiłam taki bałagan.
Hikikomori Odpowiedz

A to na pewno nie było chwilowe opętanie?

Odpowiedzi (3)
Furiatka Odpowiedz

Jak można się tak bać rodziców, żeby aż pozorować samobójstwo?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#bVAtR

Historia niżej wspomniana przydarzyła się mojej siostrze. Mieszka ona w Holandii, gdzie prezenty daje się częściej w Mikołajki niż w Boże Narodzenie.
Otóż moja siostra wybrała się na zakupy do galerii handlowej. Jak to przed Mikołajkami, kupiła masę wypasionych prezentów dla swoich dzieci... Po skończonym szaleństwie, jak każdy normalny człowiek, chciała zapakować zakupy do samochodu. I właśnie tu jest pies pogrzebany... zapakowała prezenty do czerwonego auta (bo takie właśnie posiadała) i nawet rozmiar i kształt wehikułu się zgadzały. Niestety tylko tyle... Siostra zatrzasnęła bagażnik, do którego zapakowała prezenty i nagle olśnienie! To nie jest jej samochód.

Była godzina 18, na parkingu pełno aut. Stwierdziła, że poczeka na właściciela, wytłumaczy mu całe zajście i odzyska swoje mienie. Niestety, minęła godzina, potem dwie, potem cztery, następnie galeria się zamknęła, a właściciela auta nadal nie ma! Łzy w oczach, strach, panika i śmiech koleżanek, którym opowiadała to przez telefon. I to czekanie.

O 23 pojawił się właściciel auta... pracownik McDonalda, otwartego godzinę dłużej niż galeria. 5 godzin oczekiwania, żeby dostać się do swoich zakupów, mina właściciela auta i zażenowanie siostry... Cóż, jest to historia od trzech lat wspominana przy rodzinnym stole... A moja siostra chyba nawet zapamiętała numery tablicy rejestracyjnej i markę swojego auta.
Lulle Odpowiedz

Skoro bagażnik był otwarty to i samochod, wiec jaki cudem nie mogła potem go otworzyć ?

Odpowiedzi (4)
Grafitowa Odpowiedz

Jak w ogóle dostała się do bagażnika nie swojego samochodu? Był otwarty, stojąc wiele godzin na parkingu?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#XPUwD

Dwójka dobrych znajomych: ja i On.
Młodzi, gniewni, niewyżyci. To ostatnie dotyczy szczególnie Jego. Energię zużywa na siłowni, jest na co patrzeć.

Jak to bywa, po pewnym okresie znajomości, sympatię okazujemy sobie niewinnymi aktami przemocy. Dźganiem w żebra lub torturami łaskotek. Jednak ostatnio z niemałą satysfakcją obserwuję u Niego coraz bardziej sadystyczne zachowania.
Uwielbiam to uczucie kiedy Jego silne dłonie zaciskają się powoli na mojej szyi.
Wiem, że jemu się to podoba, On też czegoś się domyśla. Żadne z nas nie przyzna się do swoich chorych upodobań.
Nie będzie żadnego sado-maso, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Vanja90 Odpowiedz

Ooooooj bedzie!

hydroliza Odpowiedz

z tego ostatniego zdania bije taka nadzieja na coś więcej, że życzę wam tego!

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#UL8ho

Pracuję jako streetworkerka z bezdomnymi. Praca dość niewdzięczna, często muszę rozmawiać z nietrzeźwymi, brudnymi, zawszonymi ludźmi, wiem, że często upadli oni na własne życzenie, że nie muszą tak żyć, ale mam też kilku podopiecznych, którzy "przypadkiem" znaleźli się na ulicy (są to ludzie, którzy po domu dziecka nie mieli się gdzie podziać, byli więźniowie, których rodziny odrzuciły, osoby poniżej normy intelektualnej, które powinny mieć miejsce w DPSie, ale OPS nie spieszy się z umieszczeniem takiego delikwenta w placówce).

Jeden z moich podopiecznych to właśnie taki gość, który jest na poziomie wesołego nastolatka - nie troszczy się o nic, nie potrafi sam ogarnąć sobie życia ale żyje w pustostanie i zna swój mały rewir (pustostan, pobliski park, skup butelek, sklep, parafia). Właściwie nie porusza się nigdzie indziej, nikomu nie zawadza, jest dość czysty jak na takie warunki życia, tylko ma jeden mankament - pije.

Niedawno pan R miał atak padaczki alkoholowej, przewrócił się i wbił sobie metalowy pręt w brew i skroń. Jak do niego przyszłam, miał całe oko zapuchnięte, lała się ropa i krew, a gość skarżył się na ból oka i brak widzenia. Szybka decyzja - jedziemy do lekarza. W Warszawie gdzie pracuję, przyjmują darmowo, bez ubezpieczenia Lekarze nadziei (podkreślam, że w Warszawie, bo nie wiem jak to jest w innych miastach).

Podczas wizyty okazało się, że oko jako takie jest całe, ale ropa spływa nie tylko na wierzch, ale też za gałkę oczną, co grozi zapaleniem opon mózgowych. Pani doktor poleciała nam udać się jak najszybciej do jednego z głównych szpitali, bo być może potrzebna będzie operacja (a na pewno wizyta u chirurga okulistyki), sama próbowała umówić nam wizytę i wyjaśnić potrzebę konsultacji, ale niestety przez dwie godziny nikt na recepcji w szpitalu nie odbierał telefonu (główny szpital w stolicy, szczycący się ludzkim podejściem do pacjenta).

Po przyjeździe do szpitala (godzina 18:00), do 22;00 czekaliśmy na rejestrację, a później dodatkowe problemy - brak ubezpieczenia pacjenta, nieznajomość przepisów prawnych przez p. rejestratorkę, niechęć w przyjmowaniu "takiego człowieka", aż w końcu, po postraszeniu telewizją wypisano nam kartę i kazano czekać.

I tu zaczyna się nasz prywatny exodus - przeszliśmy przez salę rotacyjną, wysłano nas na ginekologię (bo lekarz nie chciał przyjmować u siebie w gabinecie, więc posadził mężczyznę na fotelu dla kobiet), chirurgię, okulistykę, laryngologię, znów do sali rotacyjnej i tak do 3 w nocy. W końcu lekarz powiedział mi (o godzinie 3:20), że umówił pana R na wizytę na 7:00 i łaskawie zgodził się przydzielić leżankę. Dodam jeszcze, że wyśmiał mnie za to co robię, a na koniec życzył mi i moim przyszłym córkom, by taki R "zgwałcił kiedy mnie i je, a zobaczę co to za człowiek"... Nie rozumiem tego systemu....
TamTamTamTaRamTa Odpowiedz

Rozumiem, że może nie lubić tego człowieka za to, że jest menelem, a wiadomo jak tacy się zachowują, ale ciebie za co?!

Odpowiedzi (7)
muza21 Odpowiedz

Ja rozumiem. Bo nie można pomagać alkoholikom tylko doraźnie. Ich trzeba leczyć z nałogu, a nie głaskać po głowie i naprawiać szkody które wyrządzili sobie i bardzo często innym. Alkoholizm to nie tylko picie bez umiaru, ale tez agresja. A argument, ze do tej pory nikomu nic nie zrobił, nie znaczy nic. To są niebezpieczni ludzie, którzy nie są w pełni świadomi swoich poczynań. Trzeba na nich uważać, i pomagać z głową. Poza tym, to, ze piją to nie jest niczyja wina, tylko ich. Jest mnóstwo osób, które były w ciężkiej sytuacji ale nie usiadły na dupie i nie zaczęły pic, tylko zrobiły coś, żeby sobie pomoc. Brzmi, jakbym nie miała serca,ale uwierz, ze nieodpowiednia pomoc może tylko wyrządzić większe krzywdy, bo taki człowiek się przyzwyczai ze może sie doprowadzić do każdego stanu, a ludzie i tak bedą musieli mu pomoc. W ten sposób nie chce im się już robić nic,skoro inni o nich dbają.

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#Cy4CC

Niedawno skończyłam osiemnaście lat. Często pozuję do zdjęć koleżankom, które lubią to robić. Wszystko to jest publikowane na Facebooku, Instagramie itd.

Dziewczyny są zdolne, dzięki czemu wyglądam na zdjęciach dużo lepiej niż w rzeczywistości. Niestety przez to odzywają się do mnie obcy mężczyźni, którzy albo wysyłają mi zdjęcia swojego sprzętu, albo zalewają mnie mało przyzwoitymi propozycjami. Część olewałam, części groziłam wysłaniem screena wiadomości do rodziny, ale z niektórych postanowiłam pożartować. Udawałam wyznawczynię Tłustego Żelka i nawracałam niewiernych, czy mówiłam o swojej kolekcji brudnych paznokci pod poduszką.

Któregoś dnia napisał do mnie mężczyzna starszy ode mnie o jakieś kilkanaście lat. Nie prosił o nagie zdjęcia, nie wysyłał swoich, ale za to interesował się moim życiem. Pytał, czy niczego mi nie brakuje, czy robię to, co lubię, czy mam dobrych przyjaciół. Większość pytań zbywałam, ale ponieważ podejrzewałam, że on zaraz zaproponuje mi sponsoring, postanowiłam go wkręcić jak innych. Opowiadałam o moich pasjach, typu podglądanie grubych ludzi, kiedy jedzą. Utrzymywałam, że to wszystko jest całkowicie na serio i czy nie chce się przyłączyć. Mężczyzna jednak nie odpuszczał. Zadawał mi coraz więcej osobistych pytań, w końcu proponując spotkanie. Że niby chce mi o czymś ważnym powiedzieć i nie może przez internet. Napisałam, żeby zajął się czymś pożytecznym.

Któregoś razu opowiedziałam o tym mojej cioci. Pokazałam jego profil. Ciotka otworzyła szeroko oczy, widać było, że go zna. Musiałam wymusić na niej powiedzenie, kim on jest. Już wcześniej wiedziałam, że moi biologiczni rodzice byli nastolatkami, kiedy się urodziłam, dlatego mnie oddali. Ale nie domyśliłabym się w życiu, że facet, z którego tak się nabijałam, jest moim biologicznym ojcem.
Natsume Odpowiedz

A teraz najważniejsze : spotkałaś się z nim? Poznałaś go?

Odpowiedzi (4)
EeeMacarena Odpowiedz

Ooo to jestes jedna z tych dziewczyn, ktore wrzucaja setki zdjec, podpisujac swoje kolezanki jako fotografa i dodajac jakies motto, ktore nijak ma sie do zdjecia. :D

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie