#iPeNc

Sposób na zrobienie z siebie idiotki w warzywniaku:

- Dzień dobry, szpinak można kupić tylko w kilogramowej reklamówce?
- Tak.
- A jest szczaw?
- Nie ma.
- To poproszę pietruszkę.

No cóż, ale czego się nie zrobi dla wybrednej świnki morskiej, która nie chce jeść niczego, co nie jest zielone...
NaszaSzkapa Odpowiedz

Świnki morskie lubią liści mlecza - zielone, tanie i zawsze dostępne (prawie zawsze) ~ porada przyjaciela

Odpowiedzi (5)
Lyssa Odpowiedz

Mlecz, cykoria, zielony ogórek (obrany - w skórce syfy się gromadzą) Z pietruszka radze uważać, bo jest moczopędna - zbyt duża ilośc, przez zbyt długi czas może wykończyć świniakowi nerki.

Ostrożnie z sałatą - bardzo chłonie wszelkie syfy (azotyny) i dodatkowo odwapnia - najlepiej w ogóle zrezygnować (btw. absolutnie nie wolno lodowej - sam syf)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#M7Eh8

Na wstępie swojego wyznania muszę nadmienić, że mam problemy z tzw. "dwójką" w jakimkolwiek miejscu innym niż mój rodzimy kibelek. Po prostu nie dam rady, choćbym czuła, że zaraz pęknę - no nie. Zazwyczaj stresuje mnie perspektywa puszczenia głośnego bąka w akustycznej toalecie, który poniesie się echem po okolicy.

Przechodząc do sedna sprawy - pewnego razu zostałam wysłana na kilkudniowe szkolenie z pracy. Pokój dzieliłam z dziewczyną, której nie znałam, na dodatek po krótkim czasie czułam, że nie nadajemy na tych samych falach.
No i wtedy dała mi się we znaki moja "przypadłość". Dzień pierwszy w miarę OK,dzień drugi już gorzej, trzeci - masakra! Próbowałam, naprawdę! Ale za każdym razem, gdy siadałam na sedesie, dopadała mnie jakaś blokada.

Kolejny dzień - nie dam rady. Poszłam wziąć prysznic, no i w akcie desperacji... uwaliłam OGROMNĄ kupę w kabinie prysznica :( Zagłuszała mnie szumiąca woda.
Wstydząc się swojego czynu, a jednocześnie czując ogromną ulgę, zaczęłam się zastanawiać co dalej, przecież nie zacznę wpychać tej masy do odpływu.
Cóż, wzięłam sprawę w swoje ręce (dosłownie) i ułożyłam kupę w ubikacji z delikatnością niczym matka kładąca dziecko do kołyski. Posprzątałam, umyłam kabinę,ba! Nawet spokojnie się wykąpałam.
Dobrze, że moja współlokatorka gdy brała prysznic nie miała świadomości co się tu odpie*doliło.

PS Wstyd mi do tej pory.
Frisk Odpowiedz

Na przyszłość rada: włączaj prysznic tak, żeby szumiała woda, ale siadaj na sedesie :3

Odpowiedzi (2)
PaniDyrektor Odpowiedz

Żaden wstyd, tak już masz 😉 Najważniejsze, że posprzątałaś po sobie, bo gdyby nie - dopiero wtedy byłby wstyd 😉

Zobacz więcej komentarzy (7)

#xJwZM

W pierwszej klasie gimnazjum wychowawczyni robiła mi problemy o to, że jestem ZA GRZECZNA (można? można). Postanowiłam więc otworzyć się na ludzi i przestać być cichą klasową myszką. Na koniec gimnazjum wychowawczyni powiedziała, że jestem nieznośna i ma mnie dość.
 I bądź tu mądry, człowieku!
ugnyeshcka Odpowiedz

Dziwna kobieta

Odpowiedzi (3)
Klawiaturiusz Odpowiedz

a mi chciała wstawić pałe za to że się cały czas uśmiecham. Jestem osobą która dobrze kryje swoje emocje pod maską uśmiechu. Dlatego czy dostawałem opieprz czy pałe czy piątkę, zawsze się uśmiechałem. Raz nie umiałem zrobić zadania dostałem pałe i powiedziała że zaraz mi wstawi drugą pałe za ten głupi uśmiech.

Niektórzy nazywają mnie KEN bo mam szeroki i ładny uśmiech i zawsze się uśmiecham, inni mówią że tak wygląda szczęśliwy człowiek - nie jestem ani trochę szczęśliwy.

Wszyscy narzekają na ponure twarze ludzi a jak ktoś się uśmiecha to też im nie pasuje;/

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#CQDWt

Historia z dzisiejszego dnia.
 
Babcia wysłała mnie do sklepu zoologicznego po karmę dla psa.
W owym sklepie szalenie długa kolejka... Kiedy w końcu nadeszła moja kolej, mówię: "Poproszę pół kilo karmy dla shih tzu". Pani się spytała, czy ma być z dodatkiem mięsa czy warzyw, a ja odpowiedziałam: "Nie wiem, to dla babci".
 
Tak oto rozbawiłam do łez tę długą, znudzoną kolejkę :D
CharczacySlimak Odpowiedz

Ej no, żałujesz Babci mięsa I warzyw? Trzeba było brać I jedno I drugie, na zdrowie! :P

ktosnigdynormalny Odpowiedz

Musiałam aż rodzicom przeczytać😂

Zobacz więcej komentarzy (10)

#BIIla

Gdy byłam w przedszkolu, podobał mi się syn pracownicy, zawsze jak odwiedzał swoją mamę to starałam się być jak najbliżej i go zagadywać. Taka subtelna byłam.

Któregoś dnia siedzimy w kółku, i ja, mając po przeszpiegach odpowiednie informacje, wypaliłam: "A ja słyszałam, że pani syn to złamał nogę".
Na co pracownica: "A ja słyszałam, że ty się podkochujesz w moim synu".

Uciekłam do schowka na klocki, dramatycznie padłam na brzuch i odwrócona dupą do świata płakałam w wykładzinę.

Też myślałam, że to mój najgorszy dzień.
No, do czasu, aż nie umarł mi członek najbliższej rodziny.
Kasiunka Odpowiedz

Subtelna ta pracownica... 😂😂

Umbrello Odpowiedz

Pracownica- profesjonalizm pierwsza klasa...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#R23n3

Jest to moje pierwsze wyznanie tutaj. Mam 21 lat i od ponad dwóch lat jestem nosicielem HIV. Nie mam zbytnio z kim o tym problemie porozmawiać. Jedynie kto o tym wie to mój dobry przyjaciel. Do dziś pamiętam naszą reakcję. Ja, na co dzień uśmiechnięty, zabawny jeszcze tego samego dnia się śmiałem, że wynik musi być oczywiście negatywny (często robiłem różne badania dla swojego bezpieczeństwa, ponieważ byłem również dawcą krwi), jednakże gdy pielęgniarka trzymając moją kopertę mówi mi, że muszę poczekać na lekarza ... rozpoczęły się najgorsze chwile w moim życiu.

5-min, najdłuższych minut oczekiwania w moim życiu. Jednakże zacisnąłem zęby, bo miałem nadzieję, że coś nie tak ogólnie z krwią. Po chwili wchodzę do gabinetu, lekarka nalega bym usiadł, a ja jak zawsze odpowiedziałem - "Młody jestem, postoję". Lekarka przez parę minut usiłowała mnie usadzić na tyłku, ale ja szedłem w zaparte - był to mój sposób na nieokazywanie strachu. Po chwili dowiedziałem się, że jestem nosicielem HIV, test dodatkowo potwierdzony metodą Western Blota (czyli 100% pewność). Ponadto zostałem poproszony o podpisanie oświadczenia, że jestem świadomy swojego wyniku oraz otrzymałem krótką informację do jakiej poradni mam się zgłosić. I tyle.. Wyszedłem z gabinetu, po chwili przyjaciel zapytał czy wszystko dobrze, a ja usiadłem na krawężniku i zacząłem płakać.

W życiu mało kiedy płakałem, ale ten dzień był inny ... Mój przyjaciel również płakał ze mną. Jednakże, gdzieś tam w środku odezwał się we mnie twardziel i znów zacząłem mimo płaczu żartować. Lecz przyjaciel sprowadził mnie do parteru, powiedział, że pomoże mi we wszystkim. Jest to jedyna osoba, która zna mój sekret.

Po tych dwóch latach moje życie wygląda tak, że zażywam 1 tabletkę dziennie. Ważne jest to by była ona po obfitym posiłku 500 kcal to minimum. Raz na 3 miesiące-6 miesięcy mam badania kontrolne czy terapia jest skuteczna. Żyję w miarę normalnie, jednakże każde "publiczne" zranienie czy krwawienie (a często krwawię z nosa) jest dla mnie strasznie stresujące. Nienawidzę jak ktoś do mnie podchodzi i próbuje mi pomóc.

Prośba dla Was - uważajcie na siebie, każde swoje zranienie dezynfekujcie oraz nakładajcie opatrunek. Gdy widzicie obcą krew - nie dotykajcie jej gołymi rękoma. Podczas wizyty u fryzjera, tatuażysty czy innych salonów - proście o dezynfekcję produktów. Do dzisiaj nie wiem gdzie się zaraziłem lub od kogo, ale nie dochodzę do tego. Jedynie co to dbam o siebie i o innych. Pamiętajcie, badanie zawsze możecie zrobić bezpłatnie.
emmar Odpowiedz

Tak szczerze jestem fryzjerką i w szkole mówili nam, że podobno najwięcej zakażeń chorobami przenoszonymi przez krew jest w salonach fryzjerskich i kosmetycznych. Dlaczego tak się dzieję, a no przez ,,oszczędność" fryzjerów. Po co w brzywtwie wymienić ostrze jednorazowe po każdym użyciu, skoro można używać jednego dopóki nie zrobi się tępe.

Odpowiedzi (3)
Noyes Odpowiedz

Dobrze, ze masz takiego przyjaciela

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#SgAat

Po 3 latach w związku chłopak spytał mnie o moją przeszłość, do której tak bardzo nie chciałam wracać myślami, a tym bardziej o niej mówić.
Otworzyliśmy wino, chipsy, położyliśmy się na podłodze. Chciał opowieść chronologiczną, więc jako tako starałam się mówić po kolei - toksyczna atmosfera w domu od małego, m.in uciekanie po nocach bez butów w zimę do babci razem z rodzeństwem, brak książek przez całą edukację ("bo możesz wziąć od starszej siostry"), brak znajomych, próby samobójstwa, gwałt przed maturą, po której rodzice zresztą stwierdzili, że nie będą kogoś takiego trzymać w domu. Problemy z policją, pierwsze kradzieże, mieszkanie z bezdomnymi, pierwsza praca na zmywaku, mieszkanie socjalne - wyjście na prostą po 4 latach od matury.

Opowiadając mu to, nie płakałam... za to on płakał, i to bardzo. Przytulił mnie, powiedział, że mnie kocha i żałuje, że tak bardzo naciskał na moją przeszłość.
Tygodnie mijały, nie rozmawialiśmy o tym, coraz częściej słyszałam "Hej, mam dziś sporo na głowie, nie dam rady przyjść na spotkanie". Zaczęłam podejrzewać zdradę i tym podobne rzeczy. Pewnego wieczoru wyznałam mu swoje obawy, rozmowa wyglądała tak:
Ja: Mógłbyś mi powiedzieć.. gdyby w twoim życiu pojawiła się jakaś kobieta, dasz mi znać, prawda? Nie chcę ci psuć szczęścia, jeżeli ze mną jest ci źle, masz inną opcję, to idź do niej.
On: Nie ma innej kobiety i nie będzie. Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że nie znalazłem cię wcześniej, że nie mogłem pomóc.
Zaczął płakać, zapewniał o swoim uczuciu do mnie i powtarzał w kółko "Gorzej nie będzie, może być tylko lepiej". Nie mieszkaliśmy razem - odprowadził mnie na przystanek, pomachał i poszedł.

Nazajutrz dostałam telefon od jego mamy z płaczem, że to moja wina i przeze mnie to wszystko. Ale co? Zerwałam się z pracy, serce biło jak oszalałe, pojechałam prosto do niej. Na miejscu policja, przy okazji przesłuchali również mnie na komisariacie.
Okazało się, że tamtego wieczoru słyszał krzyki o pomoc. Dwóch dresów kopało leżącego, wdał się w bójkę, dresy uciekły. Dzwoniąc po karetkę spytał ofiarę o co poszło. Odpowiedział "Miałem ochotę na igraszki z obcą dziewczyną, ona nie bardzo chciała, ale taką spódniczkę krótką miała...". Chłopak słysząc to, zaczął go tłuc, przyjechała karetka, stwierdzono zgon.
Sprawa w sądzie, wyrok: 12 lat.

Przez rok chodziłam do niego, czekałam aż wyjdzie. Na każdym spotkaniu na do widzenia mówił "Będzie już tylko lepiej".
Idąc na kolejne odwiedziny usłyszałam "Hmm... ale on nie żyje, powiesił się w zeszłym tygodniu". Nikt mnie nie poinformował.
Usiadłam na kafelkach, zaczęłam wyć, czułam jak serce pęka na miliony kawałków.
Minęło ponad 10 lat, nadal pamiętam te piękne 3 lata związku, pokazał mi nowe życie... A mój obecny mąż właśnie pyta, czemu płaczę pisząc coś na laptopie.
tujestem Odpowiedz

Strasznie smutna historia. Trzymaj się autorko.

Akustycznykolec777 Odpowiedz

Wątpię że to wyznanie jest prawdziwe i te wszystkie ,,zbiegi okoliczność" jeszcze mnie w tym utwierdzają

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#U6XCX

Byłam najmłodszą osobą w zespole (20 lat). Reszta zespołu to kobiety zamężne i dzieciate. Praca taka, że jak skończysz to możesz iść do domu. Musiałam każde zadanie kończyć by osoba przejmująca moje stanowisko rano, nie kończyła mojej pracy. Zwyczajna uprzejmość koleżeńska by nie zwalać swojej pracy na druga osobę. Problem polegał na tym, że dostałam niepełny etat-6 godzin. Reszta kobietek miały pełne etaty.

Pokłóciłam się raz z szefem, że nie mam ochoty zostawać po godzinach, które są niepłatne
- Ale zdajesz sobie sprawę, że nikt nie będzie po tobie sprzątał?
- Mam określone godziny pracy.
- To musisz się sprężać.
- Choćbym chciała to się nie da.
- Daj spokój nie masz męża ani dzieci, żadnych zobowiązań, jesteś młoda masz więcej sił.
- Te dzieci trzeba kiedyś zrobić, mając nadgodziny...
- Dzieci to się w nocy robi!
- Randkuje też się tylko w nocy?
- No tak.

Człowiek całe życie się uczy ... :)
maja35 Odpowiedz

Jak można się tak dać wykorzystywać.Jesteś młoda,zmień firmę,ucz się,jedź za granicę.Szef jest chamski.

Odpowiedzi (2)
Poroniec Odpowiedz

No tak. Bo dzieci to jedyny sens życia. Logika.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#y6pj0

Dużą trudność sprawia mi rozpoznawanie ludzi. Jak ktoś zmieni fryzurę czy nietypowo się ubierze, mam problem z identyfikacją tej osoby.

Z jednym sąsiadem się witam. Rozpoznaję go po psie. Jak akurat jest bez psa, to wita się ze mną pierwszy i wtedy myślę "aaa, to chyba sąsiad". Zapewne inni sąsiedzi mają mnie za gbura, bo się z nimi nie witam. A ja ich po prostu nie rozpoznaję.
prymulkaa Odpowiedz

Nie mam pojęcia jak wygląda moja sąsiadka, bo zawsze witam się z nią gdy akurat kuca gdzieś w ogródku, plewiąc jakieś roślinki. Zawsze na mieście mam stresa, czy przypadkiem jej nie minęłam bez słowa.

Odpowiedzi (3)
KEpISz Odpowiedz

Rozwiązanie jest proste.Mów do każdego dzień dobry

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#VCtkp

Zawsze kiedy mam słuchawki na uszach i kichnę, to zdejmuję jedną słuchawkę. Wszystko dlatego, że moja mama zawsze każdemu odpowiada "na zdrowie" i nie chcę, żeby było jej smutno, gdybym nie usłyszał i nie odpowiedział.
ZwierzZnowZdrow Odpowiedz

Kiedyś miałam otwartą szybę w aucie na światłach, gość z sąsiedniego auta po moim kichnięciu powiedział mi 'na zdrowie'

Odpowiedzi (5)
Accio Odpowiedz

Ja często jak kicham to z przyzwyczajenia mówię ,,dziękuję", nawet jak nikt mi nie powiedział ,,na zdrowie". Nawet jak nikogo nie ma w pokoju :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie